Jesteś 72497 gościem na naszej stronie  



Powieść w odcinkach

Alicja Pruś
ŻYWA LALKA
ODCINEK II


Rozdział I
ODWRÓCONY ŚWIAT
Stefania Meliton spędzała wieczór w swoim przytulnym salonie. Pokój, utrzymany w ciepłym kolorze miodu i urządzony z dbałością o każdy szczegół, stanowił azyl zarówno dla ciała jak i ducha starszej pani, która siedziała zatopiona w ulubionym głębokim fotelu, czytając gazetę i popijając herbatę. Była to drobna, zgrabna osóbka, ubrana z elegancją przywodzącą na myśl postaci z żurnala. Kolor jej sukni, o kilka tonów jaśniejszy niż czekoladowe obicie fotela, a także rzucające złote refleksy kolczyki, sprawiły, że postać czytającej damy stanowiła jakby naturalne uzupełnienie miejsca, w którym siedziała. Szczególne wrażenie robiły jej oczy – błyszczące migdały, dominujące w drobnej twarzy o regularnych rysach. Musiała być kiedyś bardzo piękną kobietą, skoro jeszcze dziś, mimo drobnych zmarszczek mimicznych, patrzenie na nią mogło sprawić przyjemność. Wyglądałaby nawet młodziej, także ze względu na naturalnie zaróżowione policzki, gdyby nie zupełnie siwe, choć starannie ufryzowane, włosy. Dopracowana wieczorna toaleta zdziwiłaby postronnego obserwatora, zwłaszcza gdyby ten wiedział, że dama nikogo się dziś nie spodziewa. – Nigdy nie wiemy, czy nie odwiedzi nas nieoczekiwany gość, którego chcielibyśmy przyjąć z pełną przyjemnością, bez niepokoju o pośpiesznie uzupełnione szczegóły stroju – mawiała pani Stefania. Nie znosiła bowiem wszelkiej prowizorki, a dbałość o wizerunek uważała za jedną z ważniejszych zasad życiowych. Słuszność jej przekonania potwierdziła się również dzisiaj. Oto kiedy odłożyła gazetę, konstatując, że w rubryce towarzyskiej nie napisano nic, czego wcześniej nie wiedziała albo nie przewidziała, służąca zaanonsowała barona Krzeszowskiego. „Ciekawe… Udało nam się niedawno, z niemałym trudem, rozwiązać zagadkę śmierci zarówno jego dawnej, jak i przyszłej żony, a nawet występnego kamerdynera, a już do mnie powraca. Co człowiek, który właśnie pozbył się problemów, może chcieć od kobiety pomagającej je rozwiązywać?” – pomyślała. Wszedłszy, baron lekko się skłonił, gospodyni wskazała mu fotel obok siebie, a on padł na niego, jakby wrócił właśnie z wyczerpującego spaceru. Skutkiem gwałtownego ruchu spadły mu binokle, które jakby bezwiednie nasunął z powrotem na miejsce. – I cóż… – zaczęła pani Meliton ze zdziwieniem. – …za diabli mnie przynieśli – dokończył gość, tym razem bez potrzeby poprawiając binokle. – Rzeczywiście, sam się dziwię, że nie skorzystałem z odzyskanego spokoju i, uważasz pani, nie wyjechałem w jakie miłe miejsce. Oh, que le diable emporte1 wakacje! Zaczęło się dziać…
1 Que le diable emporte! (fr.) – Niech diabli porwą.